7 listopada 2010

nic-nie-robienie

Dziś niedzielny wieczór pod znakiem siedzenia w domu...wśród zabiegania i stresu potrzebuję i wymagam spokojnego nic-nie-robienia. Warszawa skąpana w kapuśniaku (nie wiem skąd te kulinarne porównania), pałac kultury schowany we mgle od góry (nie miałam aparatu - nie zrobiłam zdjęcia...było czuć grozę;p)...tk maxx mnie głęboko rozczarował, w rossmanie nie mieli już parasolek (wszyscy kupują parasoli w rossmanie, cała warszawa z góry wygląda jak kolonia grzybów z parasolek z rossmana....jak może być, że juz ich nie ma???), współlokatorka nie miała czasu na wyjście na kawę....co tu robić? spieszyć do domu.

Wieczór pod zielonym kocem. Postanowiłam wspomnieć dzieciństwo. Czytam wspomnianą wcześniej "Cukiernię pod pierożkiem z wiśniami", którą wreszcie odebrałam na poczcie, piję kawę zbożową, która kojarzy mi się wyłącznie z przedszkolem (tylko w przedszkolu była...lepsza ;/) i jem jabłka suszone przez tatę. Jest miło i dobrze. Następnym razem nie pójdę na łatwiznę i zamiast kupić rozpuszczalną inkę poszukam takiej prawdziwej, którą się gotuje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz